Pojechałam do Wenecji trochę nieprzekonana
Na moje pierwsze Biennale Sztuki w Wenecji pojechałam z dużą ciekawością… ale też z dystansem.
Sztuka współczesna od dawna bywa dla mnie trudna. Czasem przytłacza mnie swoją brutalnością, czasem mam poczucie, że bardziej chce szokować niż zachwycać. Znacznie pewniej czuję się w świecie sztuki dawnej — tej, którą studiowałam godzinami na kursach online i później na studiach z historii sztuki.
A jednak do Biennale podeszłam bardzo świadomie.
Bo Biennale w Wenecji to przecież coś więcej niż wystawa. To trochę olimpiada sztuki współczesnej. Miejsce, gdzie państwa pokazują światu swoich najważniejszych artystów, idee i kierunki myślenia o współczesności.
I właśnie dlatego chciałam to zobaczyć na własne oczy.
Wenecja, sztuka współczesna i kimono Aurora Garden
Do Wenecji zabrałam ze sobą Kimono Aurora Garden
I bardzo szybko okazało się, że było idealnym towarzyszem tego wyjazdu — nie tyle na same wystawy, co na spokojne poranki przed nimi.
Zabierałam je do hotelowego tarasu na kawę z widokiem na kanały Wenecji. Na te ciche chwile regeneracji przed dniem wypełnionym oglądaniem głównych wystaw Biennale, pawilonów narodowych i dziesiątek wystaw towarzyszących rozsianych po całym mieście.
Aurora Garden ma najbardziej nowoczesny print ze wszystkich kimon Moon Blossom. Chłodne błękity, świetliste turkusy i współczesny, lekko abstrakcyjny układ wzoru bardzo dobrze wpisywały się w klimat Wenecji i sztuki najnowszej.
Było w nim coś świeżego i nowoczesnego, ale jednocześnie bardzo kojącego. I właśnie tego potrzebowałam po wielu godzinach intensywnego oglądania sztuki — czegoś, co przywraca spokój i pozwala na chwilę oddechu.
Oglądanie sztuki w grupie zmienia wszystko
Na Biennale pojechałam z grupą studentów oraz profesorów sztuki współczesnej, którzy opiekowali się nami merytorycznie.
I szczerze mówiąc — to zmieniło całe doświadczenie.
Oglądanie tej momentami bardzo dziwnej sztuki w grupie okazało się dużo przyjemniejsze, niż się spodziewałam. Wspaniale jest grupowo nie wiedzieć, o co chodzi. I jeszcze lepiej zobaczyć, że nie tylko ja nadal szukam w sztuce piękna, harmonii i emocji, a z większym dystansem podchodzę do przemocy czy szoku.
To było bardzo uwalniające.
Pawilon Japonii — wystawa, która została ze mną najdłużej
Najbardziej zapamiętam chyba pawilon japoński.
Każdy z nas dostał tam lalkę reprezentującą dziecko. Ważyła dokładnie tyle, co prawdziwe niemowlę. Można było ją nosić, tulić, przewijać, po prostu z nią być.
Lalki miały też specjalne okulary, w których widzieliśmy własne odbicie.
Cała instalacja opowiadała o problemie samotności i niżu demograficznego we współczesnej Japonii. I była jedną z niewielu wystaw, które naprawdę poruszyły mnie emocjonalnie, a nie tylko intelektualnie.
To nie była sztuka oparta na szoku. Raczej na bardzo cichym dyskomforcie i smutku.
I może właśnie dlatego została ze mną najdłużej.
Pawilon Austrii i ciało jako komunikat
Bardzo mocno zapamiętałam też pawilon austriacki.
W centrum ogromnej przestrzeni stała naga kobieta umieszczona we wnętrzu wielkiego dzwonu. Jej obecność była jednocześnie spokojna i niepokojąca.
Instalacja zwracała uwagę na problem zanieczyszczenia wody i ekologicznego kryzysu. Ale najbardziej uderzyło mnie to, jak bardzo ciało współczesnej kobiety stało się dziś nośnikiem komunikatu w sztuce.
Nie ozdobą. Nie symbolem piękna. Raczej medium dla idei i emocji.
Pawilon Hiszpanii i nostalgia za pocztówkami
Zupełnie inny klimat miał pawilon hiszpański.
Był niemal całkowicie wyklejony pocztówkami.
I właśnie w tej prostocie było coś bardzo poruszającego. Coś ludzkiego i znajomego. Przypomniał mi czasy, kiedy wysyłaliśmy sobie kartki z podróży tylko po to, żeby powiedzieć komuś: „pamiętam o Tobie”.
W świecie pełnym ekranów i natychmiastowej komunikacji ta nostalgia wydała mi się zaskakująco wzruszająca.
Co dało mi Biennale w Wenecji?
Po tygodniu oglądania sztuki od rana do wieczora wróciłam bardzo zmęczona.
Ale jednocześnie wróciłam ośmielona.
Mam poczucie, że trochę szerzej patrzę dziś na sztukę współczesną. Nadal najbardziej kocham piękno, kolor i emocje. Nadal bliżej mi do malarstwa niż do szoku.
Ale Biennale pokazało mi, że współczesna sztuka nie zawsze musi być „do zrozumienia”. Czasem wystarczy ją przeżyć.
I może właśnie o to w tym wszystkim chodziło.
Pozdrowienia ze słonecznej Wenecji
Anna Marcinkowska
